ŻYDOWSKIE MOTYWY
III Międzynarodowy Festiwal Filmowy
... jest FESTIWAL ... jest GAZETA ...
Krok ku duchowemu spełnieniu
Zuza Szybisty po filmie Marca Isaacsa "Filip i jego siedem żon"
- Czy jest w tobie dość niewinności byś mógł nakręcić film o mnie? Takie pytanie zadał mi na wstępie bohater mojego dokumentu - mówił po projekcji reżyser kontrowersyjnego dokumentu Marc Isaacs.
Philip Sharp, były rabin gminy żydowskiej, doznał kilka lat temu boskiego objawienia. Bóg oznajmił mu, że jest wybrańcem, nowym hebrajskim królem i ma boski plan do zrealizowania. Zgodnie ze starodawnym obyczajem opartym na Starym Testamencie, pojął kilka żon (oczywiście nieformalnie, choć legalnie). Został za to wydalony ze swojej wspólnoty żydowskiej. Zamieszkał na cichej prowincji w Anglii, gdzie hoduje konie i wraz z żonami prowadzi komisy meblowe. Jego niecodzienna rodzina żyje pod jego bezwzględnym duchowym przywództwem. A on sam czuję się wszechwiedzącym prorokiem.
- Martwię się, że jeden mężczyzna ma tyle władzy, ale nie uważam, że te kobiety są słabe. Mam głęboki szacunek dla nich i mogę jedynie mieć nadzieję, że znajdą w końcu upragniony pokój, którego tak desperacko poszukują - uważa reżyser. Jak można mówić, że te kobiety (jego żony) nie są słabe, kiedy jedną z nich Philip wyrzuca z domu, dopóki ta nie przestanie wątpić i nie zrozumie sensu ich misji? Czy to nie jest maltretowanie psychiczne, kiedy mężczyzna wmawia kobiecie, że jest złym człowiekiem, tylko dlatego, że nie potrafi poddać się całkowicie jego woli? Gdzie w tym wszystkim przejawia się głęboka wiara w Boga?
Philip wierzy w idealne zespolenie z Bogiem. Jego żony wierzą w niego, choć zdarza im się wątpić w Boga. W filmie widać ich smutne i umęczone twarze. Są wolne i w każdej chwili mogą odejść. Żadna nie robi tego, a wręcz boją się, że mogą zostać wyrzucone za nieposłuszeństwo niewiary. Czy to świadczy o ich słabości i uległości? A może to ta niezwykła wizja boskiej misji do spełnienia trzyma ich przy życiu? A Philip jest ich swoistym wyzwolicielem?
Jest to niezwykle poruszający film o poszukiwaniu szczęścia i religijnego spełnienia. Szkoda tylko, że odnosi się wrażenie, że jedynie główny bohater widzi sens tego poszukiwania.
|