ŻYDOWSKIE MOTYWY
III Międzynarodowy Festiwal Filmowy
... jest FESTIWAL ... jest GAZETA ...
Aparat
Marta Strzelecka po filmie Ireneusza Dobrowolskiego "Portrecista"
Stary, przedwojenny aparat fotograficzny - marzenia niejednego kolekcjonera. Ale ów aparat może uwiecznić też tragiczne momenty naszego życia. I dokonać nieodwracalnych zmian w naszej psychice.
- Mutzen ab! Gerade abschauen! - wydaje komendę więzienny portrecista. Trzy pozy, trzy zdjecia, trzy niezapomniane spojrzenia.
Wilhelm Brasse - fotograf portrecista więźniów w Auschwitz, prowadził na zlecenie dokumentacje zdjęciową. W przeddzień wyzwolenia ocalił mnóstwo fotografii, które do dzisiaj stanowią ważne źródło wiedzy o najtragiczniejszych rozdziałach XX wieku. Wilhelm Brasee to także bohater filmu "Portrecista" w reżyserii Ireneusza Dobrowolskiego.
Brass to człowiek, którego pasja i hobby zamieniło się w cierpienie, w codzienną udrękę i niekończące się wyrzuty sumienia wobec fotografowanych.
- Całe życie to się za mną wlecze - przyznaje sam.
Przez cały swój pobyt w obozie wykonał niezliczoną ilość zdjęć. Strach, przerażenie, beznadzieja setek tysięcy oczu do dzisiaj powracają w jego wspomnieniach. Najbardziej zapadło mu w pamięć zdjęcie robione czterem nastoletnim dziewczynkom - obiektom badań ginekologicznych doktora Mengele. Nagie, przerażone. Wtedy to: - Przekląłem Boga i przekląłem matkę, że mnie urodziła - wyznaje Brasse.
Doświadczenia fotograficzne w obozie to teraz niekończące się sny z twarzami, wpatrzonymi w obiektyw, to historie, których nie można wymazać z pamięci, to wieczny lęk. Dzisiaj wszystko powraca i kształtuje terażniejszość. I sprawia, że człowiek zafascynowany fotografią już nigdy nie weźmie do rąk aparatu.
|