ŻYDOWSKIE MOTYWY
IV Międzynarodowy Festiwal Filmowy




... jest FESTIWAL ... jest GAZETA ...



Odwet Lernera
Katarzyna Bajer po filmie "Odwet Lernera"

Łza. Spływa po policzku mężczyzny, Izraelczyka w średnim wieku. Odwraca twarz. Szybki ruch ręką. Kiedy znów spogląda na publiczność, po niej pozostaje jedynie wspomnienie. To ten człowiek, któremu przed laty grupa chłopów w Komarówce zabiła babkę i jej 4-osobową rodzinę.

Ośmioro Żydów miało znależć u nich schronienie, lecz go nie dostali – niemal wszyscy zostali brutalnie zamordowani. Ten właśnie człowiek to Rony Lerner – wnuk Gitl Lerner, Żydówki, matki pięciorga dzieci, zabitej w nocy 30 pażdziernika 1943 roku.

Wymowa filmu jest prosta – Polacy, zimne bestie, w czasie prześladowań żydowskich, znęcali się nad Żydami, strzelali im prosto w pierś, gwałcili kobiety, okradali ich z całego majątku. Za każdą pomoc chcieli zapłaty, bezcześcili ciała zmarłych, nie chcieli ich ukrywać, dostarczać żywności, bo za bardzo obawiali się zemsty nazistów.

Skąd wręcz antypolska wymowa dokumentu, skoro tuż po seansie Rony Lerner tłumaczy, że chciał zrozumieć, co się stało, upamiętnić to w pewien sposób, że wcale nie jest przeciwko narodowi polskiemu i nie uważa, iż w czasie prześladowania Żydów Polacy nie pomagali? – Nawet w bardzo złych czasach nie wszyscy są żli. Byli ludzie, którzy byli zwierzętami, ale byli też i aniołowie. Dlaczego w filmie tylko przez moment możemy przypatrzeć się potomkom i historii tych, którzy ocalili jego ojca? Może film miał być odwetem, swego rodzaju obrzucenie błotem tamtejszych Polaków miało przynieść mu ulgę? Zapomnienie?

Po prostu babka Tony'ego Lernera trafiła na tych „złych”. A przecież na świecie są dobrzy i żli ludzie. – Nie wolno generalizować – przestrzega Lerner. On nie czuje nienawiści do Polaków, bo spotkał na swojej drodze wielu, którzy jemu i jego ojcu pomogli. Czuje nienawiść do tej grupy ludzi, którzy nie zasługują nawet na miano człowieka, którzy z zimną krwią potrafili zabić.

Ostatni sprawiedliwy, który chciał pomścić śmierć przodków? Przejął żądzę zemsty – cel, dla którego żył – po swoim cudem ocalałym ojcu? Aby wykonać wyrok śmierci na ostatnim pozostałym przy życiu zabójcy? Nie, nie chciał się zniżać do jego poziomu, pragnął tylko by spotkała go należyta kara. Dążył do tego i udałoby mu się, gdyby nie fakt, że nie ma żadnych dowodów, żadnych żyjących świadków na poparcie oskarżenia. Wyłącznie to, iż Józef Radczuk, domniemany sprawca zbrodni, wskazał Lernerowi oraz ekipie filmowej miejsce, gdzie miały być zakopane ciała zabitych tamtej nocy… Ale to wystarcza. Prokuratura znów zbada tę sprawę. Lecz czy wyrok skazujący może sprawić, że żal i nienawiść w sercu Lernera znikną?