ŻYDOWSKIE MOTYWY
IV Międzynarodowy Festiwal Filmowy




... jest FESTIWAL ... jest GAZETA ...



Dramat wojenny a la Bond
Katarzyna Katana po filmie "Czarna Księga"

Ciekawy kontrast dla tysięcy powstałych filmów o wojnie i Holocauście.

"Czarna Księga" - perełka ostatniego roku holenderskiej kinematografii, kandydat do Oscara w kategorii film obcojęzyczny była, jak dla mnie jedną z najciekawszych propozycji festiwalu. Historia Żydówki, która pokochała (i to z wzajemnością) Niemca - wroga, oprawcę jej narodu, była interesującym podejściem do tematu wojny i Zagłady, jak i ciekawym kontrastem dla tysięcy powstałych już filmów o wojnie, Holocauście i Żydach, milczących ofiarach. Tu Rachel, młoda piosenkarka żydowska, mimo przeżytych tragedii (śmierć rodziny i przyjaciela - jako jedyna przeżyła atak Niemców na łódż uciekinierów w drodze ku Belgii), ciągłych prześladowań i "zaszczucia" podejmuje aktywną walkę z okupantem i z powodzeniem służy ruchowi oporu (przyjmując pseudonim: Ellis de Vries). Jednym z tych zadań, ku "dobru kraju" i przyjaciół jest uwiedzenie wysoko postawionego Niemca - oficera Ludwika Muntzee w celu doprowadzenia do uwolnienia aresztowanych młodych działaczy podziemia. Rachel nawiązuje z nim romans, który niebawem przeradza się w miłość. Jednak, jak to zwykle w filmach bywa, na przeszkodzie do ich szczęścia staje wielu złych ludzi i cała masa nieszczęśliwych zbiegów okoliczności i brzydkich układów.

W rezultacie, mimo że obojgu udało się uciec z więzienia (choć szansa była właściwie zerowa - nieco wcześniej w tym samym więzieniu rozegrała się krwawa jatka w której zginęła większość z, i tak niezbyt licznego, holenderskiego ruchu oporu) to Ona zostaje posądzona o zdradę (a resztka pozostałych przy życiu działaczy podziemia poprzysięga jej zemstę), a On jest poszukiwany jako zbrodniarz wojenny. Oboje ukrywają się w łodzi w niezwykle malowniczej okolicy. Tam też zastaje ich koniec wojny. Próbując wyjaśnić prawdę i zdjąć z siebie oskarżenia, wyruszają na spotkanie zwycięskiego ruchu oporu, jednak tu po raz kolejny następuje zawrotna zmiana biegu akcji: i Muntzee i Rachel zostają aresztowani. On przez intrygę byłego niemieckiego generała i błąd kanadyjskiego oficera zostaje rozstrzelany (jako wykonanie zaległego wyroku śmierci - przed którym udało mu się uprzednio umknąć), ona pojmana i umieszczona w upokarzających warunkach w obozie dla zdrajców. Jej wybawcą okazuje się doktor Gerben (który również przynosi jej tragiczne wieści) jednak niebawem okaże się, ze i on ma nieczyste sumienie....Ostatecznie Rachel przeżyje, a prawdziwi zdrajcy otrzymają swoją karę.

Trzeba przyznać, jest to film pełen rozmachu, i nakręcony z olbrzymim nakładem pieniędzy. Temat dobry i nowatorski, zrealizowany jednak trochę niezadowalająco. Od początku seansu wiemy, że historia, której będziemy świadkami, jest oparta na faktach. Momentami jednak, zaczynamy się zastanawiać, czy to aby na pewno jest dramat wojenny - bo, jak to określiła dziewczyna z widowni - Momentami akcja zaczęła przypominać kolejną część Jamesa Bonda. Postępujące po sobie w ekspresowym tempie wydarzenia niewątpliwie wbijają w fotel. Jednak ileż to razy główna bohaterka może "cudem unikać śmierci" (a było tych "cudów" co najmniej siedem)? Ileż razy zbieg okoliczności sprawia, że to ona wychodzi cało z opresji? Za którymś już razem ma to prawo nudzić. Co jeszcze zarzuciłabym "Czarnej Księdze"? Niekiedy brak realizmu i spłycenie akcji. Kryształowo czysty charakter Muntze'a zaczyna w pewnym momencie razić. Oj, i ta krew. Przez cały seans płynęła "strumieniami". Co chwilę ktoś do kogoś strzelał, najczęściej z karabinu maszynowego (może było efektowniej?). Tu realizm scen był aż nadto dopracowany. Jak dla mnie - niepotrzebnie. Zakończenie filmu - smutne - Rachel straciła swoją wielką miłość, a mimo, że już po zakończeniu II wojny światowej wraca wraz z mężem i dzieckiem do kibucu (wybudowanego za pieniądze niemieckich ofiar) - jest wolna i szczęśliwa - ale wokół żołnierze i wciąż wojna.