| Przez semestr uczyłem się języka
rosyjskiego. Z pewną satysfakcją używałem więc w Grodnie nielicznych znanych
mi rosyjskich zwrotów. Na przykład w restauracji potrafiłem odczytać i
w pewnym stopniu zrozumieć nazwy w karcie dań. Było to dla mnie naturalne
- gdybym był w Paryżu, siliłbym się przecież na francuski - a jednak przez
cały czas towarzyszyło mi poczucie niestosowności tego, co robię.
Oprowadzający nas grodzieńscy uczestnicy obozu "Polis" cierpliwie znosili moje rusofilskie zapędy, ale później, już w Polsce, powiedzieli z uśmiechem: "następnym razem mów w Grodnie po białorusku". Wracając, spotkałem w pociągu ośmiolatka. Miał na imię "Witalij - po rosyjsku". A po białorusku? "Witalis". Przyznał, że częściej słyszy rosyjską wersję tego imienia. Kiedy dwa dni później spotkałem go w Kuźnicy - tym razem nie z jego babcią, ale z ojcem - przywitałem się: "Cześć, Witalis!". "Tak, to Witalij." - odpowiedział z silnym akcentem na ostatnią sylabę jego tata. Teraz, dzień później, czytam o marzeniach jednego z naszych białoruskich kolegów: "by wszyscy mówili po białorusku". Widzę wreszcie, że mój wybór narzędzia komunikacji okazał się mimowolnym - dobrze, że tak nieznacznym - gestem poparcia dla władzy, której polityka wymusi na Witalisie, by został Witalijem. Piotr Toczyski
|
*Na
początek: jak i dlaczego oceniamy
Oceniać obiektywnie O konformizmie krytyków Quo vadis, krytyku? *Z Grodna Grodzianie o swoim mieście Impresje z dworca Dwa grodzieńskie obrazki Białoruski gitarzysta Ratusza Jedenaste: nie przemycaj *W Milenkowcach Starość tutaj jest pokutš Rozmowa o cerkwii Za Niemców Feminizm w Milenkowcach *Jeszcze o językach na Białorusi By wszyscy mówili po białorusku Gdzie się uczy Wiktor? Odwiedziłem w Grodnie kościół *Film o prawach człowieka Ciałem konającego wstrząsa... *Odkrywamy i kręcimy Coraz głębiej Filmować każdy może |